Po zwycięstwach frankowiczów coraz częściej pojawia się pytanie, czy podobna fala pozwów nie czeka teraz osób posiadających kredyt w euro. Choć przez długi czas ten segment rynku pozostawał w cieniu, rosnąca świadomość prawna i podobieństwa konstrukcyjne tych umów sprawiają, że spory o kredyty w euro stają się coraz bardziej realne.

Geneza problemu – jak powstały kredyty w euro

Kredyty w euro zaczęły zyskiwać na popularności po 2010 roku, gdy banki zaczęły stopniowo wycofywać się z oferowania kredytów frankowych. Po doświadczeniach z gwałtownymi wzrostami kursu franka, euro wydawało się walutą znacznie stabilniejszą i bezpieczniejszą. Niższe stopy procentowe w strefie euro oraz przekonanie o niewielkim ryzyku kursowym sprawiły, że wiele osób uznało kredyt w euro za rozsądną alternatywę.

W praktyce jednak konstrukcja umów była niemal identyczna jak w przypadku kredytów frankowych. Banki nadal stosowały tabele kursowe ustalane jednostronnie, a zasady przeliczeń walutowych często nie były jasno określone. Kredytobiorcy, podobnie jak wcześniej frankowicze, nie otrzymywali pełnej informacji o ryzyku kursowym i nie byli w stanie przewidzieć, jak wzrost kursu euro wpłynie na wysokość ich zadłużenia.

Dlaczego kredyt w euro zyskuje znaczenie w sądach

Przez wiele lat kredyt w euro nie był postrzegany jako problem systemowy. Kurs euro nie doświadczał tak gwałtownych skoków jak frank, dlatego kredytobiorcy nie odczuwali dramatycznych zmian wysokości rat. Jednak wraz z umocnieniem euro wobec złotego oraz wzrostem stóp procentowych w strefie euro sytuacja zaczęła się zmieniać.

Dodatkowo sukces frankowiczów uświadomił wielu kredytobiorcom, że również ich umowy mogą zawierać klauzule abuzywne. W rezultacie coraz więcej kancelarii prawnych zaczęło analizować kredyty w euro pod kątem potencjalnych naruszeń prawa.

W pierwszych wyrokach sądy zauważyły, że mechanizm ustalania kursów w kredytach w euro jest analogiczny do tego z kredytów frankowych – oparty na nieprzejrzystych tabelach bankowych i braku równowagi między stronami umowy.

Podstawy prawne roszczeń kredytobiorców

Podstawowym argumentem w sprawach o kredyty w euro są przepisy o klauzulach niedozwolonych (art. 385¹ Kodeksu cywilnego) oraz prawo unijne, zwłaszcza Dyrektywa 93/13/EWG. Przepisy te chronią konsumentów przed nieuczciwymi warunkami umownymi i zakazują stosowania zapisów, które rażąco naruszają interesy klienta.

W przypadku kredytów walutowych abuzywność dotyczy zwykle:
– braku przejrzystych zasad ustalania kursu przeliczeniowego,
– jednostronnego prawa banku do kształtowania wartości zobowiązania,
– niepełnej informacji o ryzyku kursowym,
– przerzucenia całego ryzyka walutowego na kredytobiorcę.

Jeżeli sąd uzna, że klauzule te są niedozwolone, może je usunąć z umowy, a w niektórych przypadkach stwierdzić nieważność całego kontraktu. W efekcie kredyt w euro może zostać „odwalutowany” lub całkowicie unieważniony, podobnie jak w sprawach frankowych.

Pierwsze wyroki w sprawach o kredyty w euro

Choć liczba spraw dotyczących kredytów w euro jest wciąż niewielka w porównaniu z frankowymi, pierwsze wyroki pokazują wyraźną tendencję. Sądy coraz częściej podkreślają, że rodzaj waluty nie ma znaczenia – liczy się sposób, w jaki bank skonstruował umowę.

W kilku przypadkach sądy okręgowe i apelacyjne uznały, że stosowanie przez banki niejasnych tabel kursowych stanowi naruszenie praw konsumenta. Uzasadnienia wyroków często powołują się bezpośrednio na orzecznictwo TSUE, które jednoznacznie wskazuje, że klauzule nieprzejrzyste nie mogą być utrzymane w mocy.

W rezultacie część kredytów w euro została już unieważniona, a inne przekształcone w kredyty złotowe oprocentowane według stawki EURIBOR.

Różnice między kredytami w euro a frankowych sporach

Mimo podobieństw istnieją też istotne różnice, które mogą wpłynąć na skalę przyszłych pozwów. Po pierwsze, kredytów w euro było znacznie mniej – ich liczba nie przekroczyła kilkudziesięciu tysięcy, podczas gdy kredytów frankowych było ponad pół miliona.

Po drugie, kurs euro nie wykazał tak gwałtownych wzrostów jak frank, dlatego wielu kredytobiorców wciąż spłaca swoje zobowiązania bez problemu. Dopiero w ostatnich latach, w wyniku wzrostu EURIBOR-u i osłabienia złotego, część z nich zaczęła odczuwać większe obciążenie.

Z drugiej strony, właśnie mniejsza liczba umów może sprawić, że spory będą bardziej indywidualne, a sądy szybciej wypracują jednolitą linię orzeczniczą.

Czy druga fala pozwów jest nieunikniona?

Wszystko wskazuje na to, że po fali sporów frankowych, kredyt w euro stanie się kolejnym tematem w sądach. Wzrost liczby analiz prawnych, rosnące zainteresowanie kancelarii i pierwsze korzystne orzeczenia tworzą sprzyjające warunki do rozwoju tego trendu.

Jednocześnie banki doskonale zdają sobie sprawę, że potencjalne koszty przegranych procesów mogą być ogromne. Dlatego część z nich już dziś przygotowuje strategie obrony i rozważa możliwość ugód, zanim sprawy trafią do sądu.

Z punktu widzenia kredytobiorców to moment, w którym warto dokonać analizy umowy. Jeśli znajduje się w niej odwołanie do tabel kursowych banku lub niejasne zapisy dotyczące przeliczeń, istnieje szansa na skuteczne dochodzenie swoich praw.

Możliwe scenariusze rozwoju sporów

W najbliższych latach można spodziewać się trzech równoległych zjawisk:

  1. Wzrostu liczby pozwów o kredyty w euro, szczególnie w sądach warszawskich i krakowskich.
  2. Wykształcenia się pierwszej jednolitej linii orzeczniczej, wzorowanej na sprawach frankowych.
  3. Rozpoczęcia przez banki prób polubownego rozwiązywania sporów – poprzez ugody, restrukturyzacje lub zmiany warunków umów.

W dłuższej perspektywie możliwe jest również, że kredyty w euro staną się elementem szerszej debaty publicznej o ochronie konsumentów w relacjach z sektorem finansowym.

Jak przygotować się do ewentualnego sporu

Kredytobiorca, który rozważa pozew, powinien rozpocząć od zebrania pełnej dokumentacji: umowy kredytowej, aneksów, regulaminów banku i historii spłat. Warto też zlecić analizę prawną, która oceni, czy w umowie znajdują się zapisy mogące zostać uznane za abuzywne.

Następnie można wystąpić do banku z reklamacją lub wezwaniem do zapłaty nadpłaconych kwot. Taki krok przerywa bieg przedawnienia i otwiera drogę do dalszych działań sądowych.

Wielu prawników rekomenduje również udział w mediacjach z bankiem, jeśli instytucja jest na to otwarta – jednak tylko pod warunkiem, że kredytobiorca dokładnie rozumie, z czego rezygnuje, podpisując ewentualną ugodę.

Podsumowanie

Choć przez lata kredyt w euro był postrzegany jako produkt bezpieczny i stabilny, coraz więcej dowodów wskazuje, że również te umowy mogą zawierać wady prawne i nieuczciwe klauzule. Sukcesy frankowiczów utorowały drogę do podobnych roszczeń w innych walutach, a sądy coraz częściej przyznają, że abuzywność zapisów nie zależy od rodzaju waluty, lecz od konstrukcji umowy.

Nadchodzące lata mogą przynieść tzw. drugą falę pozwów – tym razem w sprawach o kredyt w euro. Dla banków będzie to kolejny test wiarygodności, a dla kredytobiorców – szansa na dochodzenie swoich praw i odzyskanie równowagi w relacjach z instytucjami finansowymi.