Choć na pierwszy rzut oka oba produkty wydają się podobne, w praktyce różnią się zarówno konstrukcją, jak i skalą ryzyka. Warto zrozumieć, czym właściwie jest kredyt w euro, jakie mechanizmy w nim występują, a także jakie wnioski można wyciągnąć z doświadczeń posiadaczy kredytów frankowych.
Geneza kredytów walutowych w Polsce
Kredyty walutowe zaczęły zyskiwać popularność w Polsce w pierwszej dekadzie XXI wieku, kiedy stopy procentowe w kraju utrzymywały się na wysokim poziomie. Banki oferowały wówczas produkty denominowane lub indeksowane do walut obcych – głównie franka szwajcarskiego (CHF) oraz euro (EUR). Dla kredytobiorców oznaczało to znacznie niższe raty niż w przypadku kredytów złotowych, co przyciągało tysiące klientów.
Z czasem jednak okazało się, że niższe oprocentowanie to tylko jedna strona medalu. Ryzyko walutowe, które w momencie podpisywania umów wydawało się niewielkie, zaczęło odgrywać kluczową rolę w sytuacji finansowej kredytobiorców. Gwałtowne umocnienie franka po 2008 roku oraz po decyzji SNB o uwolnieniu kursu w 2015 roku doprowadziło do lawinowego wzrostu rat i sald zadłużenia. W efekcie tysiące osób rozpoczęło batalię sądową przeciwko bankom, kwestionując legalność klauzul indeksacyjnych.
Kredyt w euro – mniej popularny, ale podobnie skonstruowany
Kredyty w euro nigdy nie osiągnęły w Polsce takiej skali jak kredyty frankowe, jednak mechanizm ich działania był zbliżony. Występowały w dwóch formach: kredytów denominowanych (gdzie kwota kredytu była wyrażona w euro, ale wypłata i spłata następowała w złotych) oraz kredytów indeksowanych (gdzie saldo zadłużenia i raty przeliczano według aktualnego kursu euro).
W obu przypadkach istotą problemu pozostawała zależność wysokości raty od kursu waluty obcej – w tym wypadku euro. Dla wielu kredytobiorców oznaczało to, że każda zmiana kursu EUR/PLN przekładała się bezpośrednio na ich budżet domowy. Choć zmienność kursu euro względem złotego jest z reguły mniejsza niż w przypadku franka szwajcarskiego, ryzyko walutowe wciąż istnieje i może w dłuższym okresie prowadzić do znacznych strat.
Podobieństwa pomiędzy kredytami w euro a we frankach
Z punktu widzenia konstrukcji prawnej i finansowej, kredyty w euro i kredyty frankowe mają wiele wspólnych elementów:
- Mechanizm indeksacji lub denominacji
W obu typach kredytów wysokość zadłużenia oraz rat zależała od aktualnego kursu waluty obcej. Oznaczało to, że kredytobiorca, który otrzymał wypłatę w złotówkach, faktycznie spłacał kwotę przeliczaną po zmiennym kursie waluty – z istotnym wpływem wahań rynkowych. - Ryzyko kursowe
Głównym czynnikiem ryzyka w obu przypadkach jest nieprzewidywalność zmian wartości walut. Wzrost kursu euro lub franka natychmiast zwiększa saldo zadłużenia i wysokość miesięcznych rat, niezależnie od tego, że kredytobiorca nie otrzymuje wyższych dochodów. - Niejasne zapisy umowne
W wielu umowach kredytowych banki stosowały jednostronnie ustalane tabele kursów, bez precyzyjnego określenia sposobu ich wyznaczania. Takie klauzule były uznawane przez sądy za abuzywne, czyli sprzeczne z prawem i dobrymi obyczajami, co otworzyło drogę do unieważniania umów. - Potencjał do sporów sądowych
Kredyty frankowe ujawniły problem systemowy – niejednoznaczność i brak transparentności w konstrukcji produktów walutowych. Kredyty w euro, mimo mniejszej skali, opierają się na podobnych zasadach, więc w razie sporów prawnych argumentacja może być zbliżona.
Różnice pomiędzy kredytem w euro a kredytem we frankach
Choć mechanizm działania wydaje się podobny, istnieją zasadnicze różnice, które powodują, że kredyt w euro jest postrzegany jako mniej ryzykowny:
- Stabilniejszy kurs euro
Euro jest walutą wspólną dla wielu państw strefy euro i podlega polityce Europejskiego Banku Centralnego. Wahania kursu EUR/PLN są znacznie łagodniejsze niż w przypadku franka, którego wartość często reaguje na globalne kryzysy. W efekcie kredyt w euro charakteryzuje się mniejszą zmiennością rat. - Niższa różnica stóp procentowych
W przypadku kredytów frankowych atrakcyjność wynikała z bardzo niskich stóp procentowych w Szwajcarii. W przypadku euro różnica pomiędzy oprocentowaniem w strefie euro a w Polsce była mniejsza, co sprawiało, że korzyść z zaciągnięcia kredytu w euro była mniej wyraźna. - Mniejsza skala udzielonych kredytów
Kredyty w euro stanowiły margines rynku w porównaniu do frankowych. Mniejsza liczba kredytobiorców przekłada się na mniejszą liczbę sporów sądowych i mniejsze ryzyko systemowe. - Odporność na gwałtowne kryzysy
Kurs franka często rósł w momentach globalnych zawirowań, ponieważ był traktowany jako tzw. „bezpieczna przystań”. Euro, będące walutą gospodarczą, reaguje bardziej na czynniki ekonomiczne niż spekulacyjne, co czyni ryzyko nieco bardziej przewidywalnym.
Czy kredyty w euro są wolne od klauzul abuzywnych?
Wbrew pozorom, część umów kredytowych w euro również zawierała zapisy, które mogą zostać uznane za niedozwolone. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w których bank jednostronnie określał kursy walut w tabelach lub nie informował klienta w sposób rzetelny o ryzyku walutowym.
W orzecznictwie sądowym można znaleźć przypadki, w których sądy analizują podobne konstrukcje jak w sprawach frankowych. Co prawda większość wyroków dotyczy kredytów we frankach, ale argumentacja prawna często odnosi się ogólnie do wszystkich kredytów walutowych.
Z tego powodu kredyt w euro również może być przedmiotem analizy sądowej, a w pewnych przypadkach nawet unieważnienia lub „odwalutowania” (czyli przekształcenia w kredyt złotowy z zachowaniem stawki referencyjnej EURIBOR).
„Odfrankowienie” a „odeuro-wienie” – czy analogia ma sens?
Pojęcie „odfrankowienia” przyjęło się w języku potocznym jako określenie wyeliminowania z umowy niedozwolonych klauzul przeliczeniowych i pozostawienia jej w mocy jako kredytu złotowego oprocentowanego według stawki LIBOR (obecnie SARON).
W przypadku kredytu w euro można mówić o podobnym zabiegu – choć nie jest on formalnie nazwany „odeurowieniem”. Jeżeli sąd uzna klauzule przeliczeniowe za abuzywne, może uznać, że umowa powinna dalej obowiązywać jako kredyt złotowy oprocentowany według stawki EURIBOR. W praktyce oznaczałoby to znaczące zmniejszenie salda zadłużenia, ponieważ różnica między kursem euro a złotego przestaje mieć znaczenie.
Tego rodzaju rozwiązania nie są jeszcze powszechne, ale analogia do spraw frankowych jest oczywista. Sądy coraz częściej podkreślają, że ryzyko walutowe i brak przejrzystości w umowie są problemem niezależnym od rodzaju waluty, a kluczowe znaczenie ma to, czy klient został właściwie poinformowany o mechanizmach przeliczeń.
Kredyt w euro a ryzyko stóp procentowych
Choć kredyt w euro wiąże się z mniejszym ryzykiem walutowym, to w ostatnich latach uwidocznił się inny problem – rosnące stopy procentowe w strefie euro. Europejski Bank Centralny w odpowiedzi na inflację w latach 2022–2024 kilkakrotnie podnosił stopy, co spowodowało wzrost wskaźnika EURIBOR.
W efekcie wielu kredytobiorców posiadających kredyt w euro zauważyło wyraźny wzrost rat, mimo że kurs walutowy pozostawał stabilny. Oznacza to, że bezpieczeństwo kredytu walutowego nie zależy wyłącznie od kursu, ale również od polityki monetarnej w danej strefie gospodarczej.
Kredyty w euro – sytuacja na rynku po 2025 roku
W obliczu zmian regulacyjnych oraz doświadczeń po aferze frankowej, banki w Polsce niemal całkowicie wycofały się z oferowania kredytów walutowych dla klientów indywidualnych. Obecnie kredyt w euro jest produktem niszowym, dostępnym jedynie dla osób osiągających dochody w tej walucie (tzw. zasada „waluty zarobkowania”).
Jednak wielu kredytobiorców wciąż spłaca umowy zawarte kilkanaście lat temu. Dla nich kluczowe jest monitorowanie kursu euro, zmian w stawkach EURIBOR, a także śledzenie orzecznictwa sądów w sprawach dotyczących klauzul przeliczeniowych.
Czy warto wystąpić do sądu z kredytem w euro?
Decyzja o skierowaniu sprawy do sądu zależy od konstrukcji konkretnej umowy. Jeśli bank stosował tabele kursowe ustalane arbitralnie lub nie przekazał wystarczających informacji o ryzyku, istnieje podstawa do zakwestionowania zapisów. Warto jednak pamiętać, że orzecznictwo w sprawach kredytów w euro dopiero się rozwija, dlatego każdą sytuację należy analizować indywidualnie.
W praktyce, część kredytobiorców decyduje się na pozew wzorowany na sprawach frankowych, argumentując, że konstrukcja ich umowy była analogiczna – różniła się jedynie walutą. Niektóre sądy już przychylają się do tej argumentacji, uznając, że abuzywność klauzul nie zależy od tego, czy chodzi o franka, euro, czy dolara, lecz od sposobu, w jaki bank ustalał kurs i informował klienta o ryzyku.
Wnioski – co łączy, a co dzieli kredyty w euro i we frankach?
Podsumowując, kredyt w euro i kredyt frankowy mają wspólne fundamenty – oparte na indeksacji i ryzyku kursowym – ale różnią się skalą i skutkami ekonomicznymi. Frank był walutą o większej zmienności i stał się symbolem nieprzewidywalnych strat, podczas gdy kredyty w euro charakteryzują się bardziej stabilnym przebiegiem, choć wciąż mogą być obarczone błędami konstrukcyjnymi i brakiem transparentności.
Najważniejszą lekcją, jaką można wyciągnąć z doświadczeń frankowiczów, jest konieczność pełnego zrozumienia mechanizmu działania kredytu walutowego. Niska rata w momencie podpisania umowy nie zawsze oznacza korzystną ofertę – zwłaszcza gdy ryzyko kursowe lub procentowe zostaje przerzucone całkowicie na klienta.
W przyszłości, niezależnie od waluty, kluczowe znaczenie będzie miała transparentność umowy, rzetelna informacja o ryzyku oraz równowaga stron w kontrakcie. Bo choć euro wydaje się bezpieczniejsze niż frank, to dla kredytobiorcy najważniejsze pozostaje to samo: zrozumienie, na jakich zasadach bank faktycznie wylicza jego zobowiązanie.