Coraz więcej kredytobiorców posiadających kredyt w euro kieruje pozwy do sądów, wskazując na abuzywne klauzule i brak informacji o ryzyku walutowym. Banki natomiast stosują rozbudowane strategie obrony, oparte zarówno na argumentach prawnych, jak i ekonomicznych. Celem tych działań jest przekonanie sądu, że kredytobiorcy byli w pełni świadomi ryzyka, a zawarte umowy nie naruszają prawa konsumenckiego.
Jakie argumenty stosują banki?
- Świadomość klienta i akceptacja ryzyka
Najczęściej powtarzany argument banków dotyczy świadomości kredytobiorców. Instytucje finansowe podkreślają, że klienci wiedzieli, iż podpisują umowę walutową i byli informowani o ryzyku kursowym. W opinii banków, decyzja o zaciągnięciu kredytu w euro była świadoma i wynikała z kalkulacji ekonomicznej – niższego oprocentowania w porównaniu z kredytami złotowymi.
Banki twierdzą, że samo występowanie ryzyka kursowego nie może być uznane za naruszenie prawa, ponieważ jest ono naturalną cechą każdego produktu finansowego związanego z walutą obcą. W uzasadnieniach pozwów podkreślają, że klient ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje finansowe, a bank nie miał obowiązku przewidywania przyszłych zmian kursu euro.
- Stabilność waluty euro
W przeciwieństwie do franka szwajcarskiego, kurs euro w ostatnich dwóch dekadach pozostawał relatywnie stabilny. Banki wykorzystują ten fakt, argumentując, że ryzyko kursowe było znacznie niższe, a więc kredyty w euro nie mogły stanowić dla kredytobiorców tak dużego zagrożenia jak kredyty frankowe.
Według tej narracji wzrost kursu euro o kilka procent w dłuższym okresie nie powinien być traktowany jako zdarzenie nadzwyczajne, a więc nie może stanowić podstawy do unieważnienia umowy.
- Zgodność z obowiązującymi przepisami
Banki często wskazują, że umowy kredytów w euro były zawierane w okresie, gdy obowiązywały określone regulacje prawne i rekomendacje Komisji Nadzoru Finansowego. Skoro KNF dopuszczał sprzedaż takich produktów, a wzorce umów były zatwierdzane przez organy nadzoru, to – zdaniem banków – trudno mówić o naruszeniu prawa.
Ten argument ma na celu wykazanie, że konstrukcja kredytów w euro była zgodna z ówczesnymi standardami rynkowymi i nie może być oceniana z perspektywy późniejszych zmian w orzecznictwie czy świadomości społecznej.
- Brak abuzywności klauzul walutowych
Banki utrzymują, że tabele kursowe stosowane w kredytach w euro były oparte na rzeczywistych kursach rynkowych, a różnice między kursem NBP a kursem banku (tzw. spread) były uzasadnione kosztami transakcyjnymi.
W ocenie banków klauzule przeliczeniowe nie były abuzywne, ponieważ opierały się na obiektywnych danych rynkowych, a klient miał możliwość weryfikacji kursów. Niektóre instytucje wskazują też, że kredytobiorcy mogli spłacać raty bezpośrednio w euro, co ich zdaniem świadczy o braku jednostronności w ustalaniu kursu.
- Zarzut przedawnienia roszczeń
Jednym z podstawowych elementów obrony banków jest powoływanie się na przedawnienie roszczeń kredytobiorców. Instytucje finansowe twierdzą, że termin przedawnienia należy liczyć od momentu zawarcia umowy lub od chwili, gdy kredytobiorca rozpoczął spłatę kredytu, a nie od momentu, gdy dowiedział się o możliwości dochodzenia roszczeń.
W praktyce oznaczałoby to, że większość roszczeń dotyczących umów zawartych przed 2010 rokiem byłaby już przedawniona. Sądy jednak coraz częściej odrzucają tę argumentację, uznając, że termin przedawnienia biegnie dopiero od chwili, gdy konsument dowiedział się o abuzywnym charakterze klauzul.
- Odróżnienie kredytów w euro od kredytów frankowych
Banki starają się przekonać sądy, że kredyt w euro nie może być oceniany według tych samych kryteriów co kredyt frankowy. Wskazują, że różni się on zarówno mechanizmem ekonomicznym, jak i poziomem ryzyka.
Według banków, orzeczenia TSUE dotyczące frankowiczów nie mogą być automatycznie stosowane do kredytów w euro, ponieważ waluta euro jest walutą referencyjną dla wielu krajów UE i nie podlega takim samym wahaniom jak frank.
- Argument lojalności kontraktowej
Banki często powołują się na zasadę lojalności kontraktowej i równowagi zobowiązań. Utrzymują, że kredytobiorcy korzystali przez lata z niższego oprocentowania, a więc unieważnienie umowy po kilkunastu latach spłaty byłoby sprzeczne z zasadą uczciwości.
Według tego argumentu, kredytobiorca, który przez wiele lat spłacał raty bez zastrzeżeń, nie powinien mieć prawa do nagłego zakwestionowania umowy tylko dlatego, że zmieniła się linia orzecznicza.
Jak reagują na to sądy
Mimo że banki stosują szeroki wachlarz argumentów, większość sądów odrzuca je, uznając, że konstrukcja kredytów w euro powiela błędy znane z kredytów frankowych. W szczególności sądy podkreślają, że:
– sama świadomość ryzyka walutowego nie oznacza akceptacji nieuczciwych zapisów,
– stabilność kursu euro nie ma znaczenia, jeśli klauzule przeliczeniowe są nieprzejrzyste,
– zgodność z dawnymi regulacjami nie wyłącza odpowiedzialności banku za wprowadzanie konsumenta w błąd,
– zasada lojalności kontraktowej nie może usprawiedliwiać stosowania zapisów sprzecznych z prawem.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wielokrotnie wskazywał, że ochrona konsumenta ma charakter nadrzędny, a banki – jako profesjonalne instytucje – ponoszą odpowiedzialność za konstrukcję oferowanych produktów.
Strategie obrony banków w praktyce procesowej
W praktyce banki stosują również szereg działań proceduralnych, które mają na celu wydłużenie postępowania lub zniechęcenie kredytobiorców do składania pozwów. Do najczęstszych należą:
– składanie wniosków o zawieszenie postępowania do czasu rozstrzygnięć TSUE,
– wnoszenie licznych zażaleń i apelacji,
– wnioskowanie o powołanie biegłych sądowych do analizy kursów walut,
– próby przenoszenia spraw do innych sądów (np. z sądu warszawskiego do lokalnych).
Celem tych działań jest często przeciąganie procesu i zmniejszenie presji finansowej wynikającej z liczby spraw w toku.
Jak kredytobiorcy mogą odpowiadać na argumenty banków
Kredytobiorcy, przygotowując się do procesu, powinni być świadomi najczęstszych strategii banków i przygotować odpowiednie kontrargumenty. Kluczowe znaczenie ma:
– analiza treści umowy i tabel kursowych,
– wykazanie, że klauzule były nieprzejrzyste i nieuzgodnione indywidualnie,
– przedstawienie dowodów na brak pełnej informacji o ryzyku,
– powołanie się na orzecznictwo TSUE oraz Sądu Najwyższego.
Warto również podkreślić, że zgodnie z linią orzeczniczą TSUE sąd krajowy nie może zastępować abuzywnych klauzul innymi zapisami – jeśli usunięcie takich klauzul uniemożliwia dalsze wykonywanie umowy, powinna zostać uznana za nieważną w całości.
Podsumowanie
Banki, wyciągając wnioski z przegranych w sprawach frankowych, starają się aktywnie bronić przed pozwami dotyczącymi kredytów w euro. Ich strategia opiera się głównie na wykazywaniu świadomości klientów, stabilności waluty i zgodności umów z przepisami.
Jednak orzecznictwo sądów coraz częściej wskazuje, że te argumenty nie są wystarczające. Ostatecznie decydujący jest sposób konstruowania umowy – jeśli klauzule były nieprzejrzyste lub jednostronne, kredyt w euro może zostać unieważniony niezależnie od tego, czy kurs waluty był stabilny.
Dla kredytobiorców oznacza to, że szanse na wygraną są realne, o ile potrafią wykazać naruszenie zasad przejrzystości, równowagi i lojalności ze strony banku. Walka o kredyt w euro wchodzi więc w nową fazę – bardziej dojrzałą, ale nadal kluczową dla kształtowania standardów uczciwego rynku finansowego.